Jestem wielką zwolenniczką sesji w plenerze, najlepiej mazurskim i na łące 🙂 Ale od czasu do czasu i przede mną staje małe wyzwanie jak sesja w mieście. To miła odskocznia, zwłaszcza jeśli spotykam się z ludźmi, którzy przed moim obiektywem stali jeszcze za czasów narzeczeńskich. Zapraszam na historię Iwony, Filipa i Mikołaja. To typowo lifestylowa sesja zrealizowana w Warszawie.

Iwona i Filip brali ślub na Mazurach w Hotelu Jabłoń, gdzie fotografował ich mój mąż Jacek. Kiedy dowiedziałam się, że ich ekipa powiększa się o kolejną osobę, a mały Mikołaj będzie miał rodzeństwo bardzo ucieszyłam się, że możemy znów się spotkać. Tym razem na fotograficzny spacer zabrał nas Mikołaj, bo ta sesja to właściwie sesja o nazwie „śladem Mikołaja”, który ma tyle energii, że rozdzieliłby ją na nas wszystkich i zostałoby jeszcze na pół Warszawy 🙂

Od czasu do czasu mały zuch znalazł chwilę by przytulić się do mamy i posłuchać co tam w brzuchu u siostry, ale przez większość naszego spotkania nie miał po prostu czasu na jakieś przerwy – bardzo zarobiony chłopak 🙂 A jak! Zresztą zaraz zobaczysz…

Na sesję umówiliśmy się na dachu Centrum Nauki Kopernik. To bardzo odpowiadało Mikołajowi, który jeszcze nie był w tym miejscu w Warszawie, a naprawdę lubi biegać i wspinać się w nietypowych miejscach…

Byłam bardzo dumna z Iwony, która w  zaawansowanej ciąży i mimo upału tak świetnie dotrzymywała kroku swoim chłopakom. To było przesympatyczne i energiczne popołudnie spędzone z widokiem na Warszawę.

Kiedy Filip z Mikołajem zwiedzali dach i mieszczące się na nim ogrody, ja z Iwoną miałam chwilę by uchwycić takie piękne kadry. Kiedy piszę te słowa ich maleństwo jest już w domu, więc tym bardziej czuje się moc tych zdjęć. Był to bowiem ostatni moment na kilka ciążowych portretów 🙂

Iwona promieniała w ciąży, a dobry humor nie opuszczał jej ani przez chwilę. Nie mogę się doczekać naszego spotkania w piątkę, kiedy zobaczę ich śliczną, maleńką córeczkę i będę mogła sfotografować już komplet 🙂

Krótka przerwa, herbatnik i woda a zaraz potem heja znowu trzeba trochę pobiegać 🙂 Mikołaj to zdecydowanie mały króliczek Duracella. Chciałabym mieć takie baterie i chyba na sesji mi się to udzieliło bo po naszym spotkaniu byłam jak nakręcona 🙂

Ta prześliczna różowa narzutka to pamiątka po babci Filipa. Nie dość, że idealnie pasuje na Iwonę to jeszcze świetnie prezentuje się na zdjęciach 🙂 Piękne są takie rodzinne pamiątki przekazywane z pokolenia na pokolenie. Sama kiedyś wykradłam swojej babci kilka rzeczy z szafy, które do dziś z powodzeniem sprawdzają się w moich codziennych strojach 🙂

Udało nam się złapać magiczne światło, i wspólne rodzinne momenty, które tak bardzo lubię uchwycić dla każdej z rodzin przed moim obiektywem 🙂